Wyrok TSUE nie zatopi banków

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych może kosztować polskie banki co najmniej 20 mld zł, a w najgorszym wypadku nawet 85 mld zł. Wszystko w rękach sądów. Polski system finansowy i gospodarka to wytrzymają

 

Zapisy o indeksowaniu kredytu kursem obcej waluty powinny zostać usunięte z umów kredytowych. Jeśli w umowie znajduje się tego rodzaju klauzula abuzywna, można unieważnić całą umowę, za zgodą kredytobiorcy. Jeśli do tego nie dojdzie, kredyt ma być traktowany jak złotowy, oprocentowany według stopy frankowej Libor CHF. Tak w skrócie można przedstawić główne wnioski płynące z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 3 października 2019 r. w sprawie tzw. kredytów frankowych na polskim rynku finansowym.

 

Frankowicze bardziej zmotywowani

 

Co tak naprawdę, w praktyce, będzie oznaczał wyrok TSUE? Analityk Roman Ziruk z Ebury Polska: – Wyrok ten nie oznacza, że dojdzie do automatycznego „przewalutowania” kredytów indeksowanych do CHF na złotowe. Polskie sądy przy wydawaniu wyroków ws. kredytobiorców posiadających takie kredyty będą po prostu uwzględniały decyzję TSUE, co może zmotywować frankowiczów do pozywania banków.

 

Co ważne, wyrok odnosi się do kredytów indeksowanych, które stanowią tylko część kredytów frankowych. – Popularnymi kredytami frankowymi udzielanymi w Polsce były również te denominowane. Niemniej niewykluczone, że wyrok TSUE zachęci do pozywania banków również przez kredytobiorców posiadających kredyty denominowane, liczących na to, że polskie sądy będą traktować je w podobny sposób – uważa Roman Ziruk .

 

Stąd można wysnuć wniosek, że ten korzystny dla „frankowiczów”, a niekorzystny dla banków wyrok będzie oznaczał niemałe koszty po stronie tych kredytodawców, dla których istotną część portfela kredytowego stanowią kredyty frankowe. Polskie banki najbardziej zaangażowane w kredyty frankowe to Getin Noble Bank, Bank Millennium oraz mBank.

 

Rachunek na miliardy

 

Czy te koszty dla banków można jakoś oszacować? Na to pytanie precyzyjnie odpowiedzieli analitycy Domu Maklerskiego mBanku: Michał Konarski i Mikołaj Lemańczyk w raporcie z 3 października. Przyznali, że część klientów może zdecydować się na rozwiązanie umowy, ale „partycypacja prawdopodobnie nie będzie wynosić 100 proc. ze względu na ewentualne pozwy od banków za nieodpłatne korzystanie z kapitału, potrzebne finansowanie pomostowe, mniej sprzyjające warunki zakupowe nieruchomości niż w latach 2007-2008 oraz zdecydowanie droższe finansowanie (różnica na oprocentowaniu kredytów hipotecznych sięgająca 3 p.p.)”.

 

Jednak w swoim scenariuszu bazowym Konarski i Lemańczyk przyjęli współczynnik partycypacji na poziomie 100 proc. W tym przypadku strata banków wynikająca z anulacji kredytów CHF wyniosłaby około 41,8 mld zł, ale zostałaby rozłożona w czasie na wiele lat. „Uważamy, że banki oddadzą klientom raty, a klienci wartość pierwotną kredytu hipotecznego w złotych. Jednocześnie banki będą wymagały od klientów zapłaty za korzystanie z kapitału, pomniejszając tym samym swoją stratę” – stwierdzili.

 

Analitycy DM mBanku zwrócili uwagę, że w polskim prawie nie istnieje prawo precedensu, przez co wyroki wobec banków nie muszą być jednoznaczne. Poza tym wyrok TSUE największy wpływ będzie miał na sektor finansowy za 4–5 lat, na co wskazuje długość procesów sądowych. „Niewątpliwym zagrożeniem jest zachowanie audytorów, którzy pod wpływem kolejnych przegranych procesów mogą nakazać zawiązanie rezerw na wszystkie pozostałe, toczące się procesy sądowe. W naszym scenariuszu bazowym strata netto pojawia się jedynie w przypadku Banku Millennium, ale dopiero w latach 2023–2024. Uważamy, że wszystkie analizowane przez nas banki nie powinny mieć problemu z kapitałem, szczególnie biorąc pod uwagę spadające wymogi regulatora, chociaż rentowność kapitałów w przypadku Millennium oraz Santandera pozostanie pod presją przez kolejnych parę lat” – stwierdzili Konarski i Lemańczyk.

 

Z kolei agencja ratingowa Moody’s zasugerowała, że straty polskiego sektora wyniosą 1,5 zysku sektora za 2018 rok, czyli około 20 mld zł. – Nie brakuje jednak opinii, zgodnie z którymi koszty mogą być nieco mniejsze lub wyraźnie większe, jednak widełki 20–60 mld zł naszym zdaniem wydają się być dobrym punktem wyjścia i stosunkowo bezpieczną estymacją – stwierdził Roman Ziruk.

 

Warto zwrócić uwagę na „czarny scenariusz” zawarty w raporcie DM mBanku. „W czarnym scenariuszu zakładamy, że banki będą bezskuteczne w domaganiu się zwrotu kosztów korzystania z kapitału. W takim przypadku strata dla sektora może wynieść 85 mld zł, ponieważ banki zwrócą klientom raty, zaś klienci zwrócą bankom pierwotną wartość kredytu, ale przed deprecjacją złotego. Szacujemy, że przy 100–proc. partycypacji sektora strata sektora netto wyniesie 84,7 mld zł, z czego największe obciążenie poniesie Bank Millennium – 14 mld zł (z czego 4,9 mld zł w 2023 r. oraz 3,5 mld zł w 2024 r.), a następnie Santander Bank Polska 9,3 mld zł (z czego 3,3 mld zł w 2023 r. oraz 2,3 mld zł w 2024 r.).

 

Czy banki będą chętne na polubowne rozwiązywanie sporów z „frankowiczami”? – Banki są instytucjami, które przed podjęciem decyzji dokonują szczegółowych analiz, w tym analiz ryzyka. Wybiorą taki sposób załatwiania sporów który okaże się dla nich najbardziej opłacalny. Nie będzie tu żadnej przypadkowości – mówi „Gazecie Bankowej” Janusz Wdzięczak, analityk ekonomiczny Instytutu Sobieskiego. – Jeśli banki uznają, że polubowne załatwianie spraw im się opłaca, to wybiorą tę drogę. Obecnie jednak w Polsce mediacje gospodarcze są bardzo słabo rozwinięte, wobec czego trudno spodziewać się, aby wybrano tego typu metody rozwiązywania sporów – dodaje.

 

System wytrzyma

 

Skoro koszty dla banków powinny sięgnąć od 20 mld zł do nawet 85 mld zł, to czy może to wpłynąć negatywnie na system finansowy i gospodarkę Polski? Przed ogłoszeniem wyroku przez jedną z organizacji branżowych głoszona była teza, że gospodarka straci około 60 mld zł na odwalutowaniu toksycznych kredytów. Eksperci uważają, że to była teza mocno przesadzona. Agencja Moody’s ostrzega przed obniżeniem akcji kredytowej.

 

Jeszcze przed wydaniem wyroku przez TSUE prof. Adam Glapiński, prezes NBP i przewodniczący RPP, podkreślał, że wyrok będzie dotyczył tylko części kredytów walutowych, a ostatecznie w sprawach „frankowych” decydować będą polskie sądy i ewentualne efekty wyroku TSUE rozłożą się na dłuższy okres. Uspokajała również Komisja Nadzoru Finansowego: „Wyrok nie powinien zachwiać polskim systemem bankowym. Sektor w Polsce jest dobrze skapitalizowany i bezpieczny" – napisał urząd w komunikacie.

 

Podobnie oceniają sytuację niezależni eksperci. Prof. Aneta Hryckiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego uważa, że czarny scenariusz dla systemu finansowego i gospodarki jest nierealistyczny z kilku powodów. – Po pierwsze dlatego, że nie wszystkie umowy kredytowe mają klauzule abuzywne. Po drugie dlatego, że większość kredytów, które mają klauzule abuzywne, są to kredyty indeksowane do franka szwajcarskiego, a nie wszystkie kredyty frankowe mają taki charakter. A po trzecie, TSUE potwierdził to, co już wskazywał sąd krajowy, a mianowicie, że przekształcenie kredytów walutowych w złotowe i spłacanie ich po stawce Libor jest niezgodne z polskim prawem. Dlatego wydaje się mało prawdopodobne, aby sądy orzekały takie wyroki – wskazuje prof. Hryckiewicz.

 

– Jeśli ktoś straci na tym wyroku, to nie cała gospodarka a jedynie sektor bankowy. W wyniku ewentualnych wyroków nastąpi po prostu transfer środków z sektora bankowego do sektora gospodarstw domowych. Będą to zmiany wewnątrz polskiej gospodarki. Same przesunięcia należy natomiast szacować na kwotę mniejszą niż 60 mld zł. Może to wpłynąć na zmniejszenie akcji kredytowej, ale tylko nieznacznie – uważa Janusz Wdzięczak. – Wyrok będzie miał neutralne znaczenie dla polskiego systemu bankowego i stabilności finansowej Polski. Nasz system bankowy jest stabilny. Konsekwencje wyroku TSUE będą ograniczone a co najważniejsze rozłożone w czasie – dodaje.

 

– Teza głoszona przez banki, że gospodarka straci 60 mld zł na odwalutowaniu toksycznych kredytów jest nieprawdziwa. Tylko i wyłącznie zagraniczni akcjonariusze banków utracą przyszłe, niezrealizowane i bardzo wysokie zyski. Konsumenci wplątani w toksyczne kredyty odzyskają wolne środki, zarówno te już nadpłacone do banków, jak i te, których nie będą musieli zapłacić w przyszłości. To napędzi popyt konsumpcyjny, na czym zyska cała gospodarka – stwierdziła mecenas Barbara Garlacz z Kancelarii B. Garlacz. – Takie komunikaty to działania nakierowane wyłącznie na wywieranie nacisku na sądy. Sądy nie mogą dać się zastraszyć, bo przez swoje wyroki mają kształtować pożądane uczciwe postawy na rynku. Muszą orzekać niezależnie od lobby bankowego – podkreśla mec. Garlacz.

 

– Istotne będzie to, jak wielu kredytobiorców zdecyduje się zawalczyć z bankami w polskich sądach oraz ile potrwają same procesy. Rozłożenie potencjalnych kosztów dla banków w czasie sugeruje raczej niewielkie ryzyko dla sektora i gospodarki – podkreśla Roman Ziruk.

 

Jakie znaczenie będzie miał wyrok TSUE dla złotego? Członkowie RPP już po ogłoszeniu werdyktu zapewniali, że nie wpłynie on na potrzebę jakichkolwiek korekt w polityce pieniężnej w krótkim terminie. Podobnie sądzą niezależni eksperci rynkowi. – Naszym zdaniem w dłuższym terminie rozwiązanie problemu kredytów frankowych, ciągnącego się za sektorem bankowym od lat, nie powinno negatywnie przekładać się na zachowanie polskiej waluty. Ostatecznie zniknie bowiem problem, który był jednym z kluczowych wewnętrznych czynników ryzyka, wpływających na pewną niechęć inwestorów do złotego w ostatnich latach – stwierdził Roman Ziruk.

 

Kupuj plotki, sprzedawaj fakty

 

Giełdowy indeks WIG–Banki zareagował na wyrok TSUE neutralnie. Nie było paniki na akcjach takich banków, jak Bank Millennium czy mBank. Ba, kursy niektórych banków – tak jest w przypadku dwóch wymienionych – zaczęły piąć się na północ.

 

Wyceny większości giełdowych banków spadały jednak już od kilku miesięcy, pojawił się więc klasyczny mechanizm „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”: rynek przeceniał papiery tych instytucji przed wyrokiem, bo się go bał. Inwestorzy bardzo nie lubią niepewności. – Negatywnych reakcji można się spodziewać w momencie wydania pierwszego prawomocnego wyroku w takiej sprawie – ostrzega jednak Janusz Wdzięczak. – Sam wyrok TSUE może mieć szczególny wpływ na mBank, gdyż kilka dni przed wydaniem wyroku niemiecki właściciel ogłosił chęć sprzedania tej spółki. Bank ten posiada znaczny portfel kredytów frankowych, które w tym momencie stają się problematyczne, co może wpłynąć na spadek wyceny pakietu kontrolnego – dodaje.

 

Prof. Hryckiewicz wskazuje, że wyrok TSUE jest – w pewnym sensie – bardziej korzystny dla sektora bankowego, niż się spodziewano. – Podawane w mediach szacunki zakładały najbardziej pesymistyczny scenariusz, który się nie ziścił. Opinia Rzecznika Generalnego Giovanniego Pitruzzelli’ego wskazywała, że istniała groźba przeszacowania kredytów frankowych na złotowe, ale spłacanych według stawki Libor. To zdecydowanie mogłoby pogrążyć niektóre banki. Wtedy należałoby oczekiwać głębszej korekty cen. Ponieważ orzeczenie Trybunału było „korzystniejsze”, rynek odetchnął z ulgą – podkreśla prof. Aneta Hryckiewicz. Ponadto, należy zwrócić uwagę na banki, które są dotknięte tym problemem. Jeden z nich należy do Skarbu Państwa, drugi może niedługo należeć. Jeżeli tak się stanie, to największy portfel kredytów walutowych będzie w rękach Skarbu Państwa, czyli de facto banków chronionych. Być może wszyscy za to zapłacimy, ale stabilność sektora finansowego nie będzie zagrożona – wyjaśnia naukowiec z ALK.

 

Z kolei Janusz Wdzięczak zwraca uwagę na ciekawą kwestię związaną z problemem kredytów frankowych. – Problem kredytów zaistniał z powodu wzrostu kursu franka. Gdyby wycena szwajcarskiej waluty kształtowała się inaczej, to kredytobiorcy byliby w korzystnej sytuacji. Warto sobie zadać teoretyczne pytanie: co zrobią kredytobiorcy oraz sądy, jeśli kurs franka spadnie? I czy wtedy banki zwrócą się do TSUE o odszkodowanie? – pyta retorycznie analityk Instytutu Sobieskiego. I nie sposób przyznać mu racji.

 

Piotr Rosik, Gazeta Bankowa

Newsletter