Równi, równiejsi i… Niemcy

Czy instytucje unijne stały się ambasadorem interesów niemieckich koncernów? Nie do końca. Czy dzisiejsza Europa ukształtowana jest na potrzeby niemieckiej gospodarki? W znacznej części tak, ale nie w całości. O niemieckiej dominacji w europejskiej gospodarce jest coraz głośniej

 

Przez sporą część mediów w Europie po próbie otrucia Aleksieja Nawalnego przetoczyła się burza. Kilku prominentnych niemieckich polityków krytykowało łagodną politykę Niemiec wobec Rosji oraz projekt Nord Stream 2. Ponad 50 europosłów podpisało się pod listem otwartym w sprawie zablokowania dalszej budowy gazociągu. Na chwilę budowa tego kontrowersyjnego niemiecko–rosyjskiego projektu stanęła pod znakiem zapytania. Jest to gazociąg poprzez który rosyjski surowiec ma trafić do Niemiec z pominięciem m.in. Polski. Obecnie jest on gotowy na 94 proc., a do jego ukończenia brakuje ledwie 150–kilometrowego odcinka, z czego 120 km ma iść przez wody Danii, a 30 km przez wody niemieckie.

 

Nord Stream 2 nie przeszkadza unijnym urzędnikom

 

Od grudnia 2019 roku prace tym projektem są jednak wstrzymane, bo realizujące budowę szwajcarskie konsorcjum Allseas – w obawie przed amerykańskimi sankcjami – wycofało się. Problem w tym, że Unia Europejska – ustami wiceszefa Komisji Europejskiej Valdisa Dombrowskisa – sprzeciwiła się amerykańskim sankcjom „wobec przedsiębiorców z UE prowadzących legalną działalność”.

 

To dlatego projekt Nord Stream 2 dla wielu analityków i ekspertów ekonomicznych jest symbolem nie tylko łagodnej polityki Niemiec wobec Rosji, ale także – przynajmniej częściowej – podległości Unii Europejskiej wobec RFN i interesów gospodarczych naszego zachodniego sąsiada. Instytucje UE generalnie nie sprzeciwiały się nigdy stanowczo temu projektowi. Efekt? – Wszystko zmierza do tego, by budowa Nord Stream 2 zakończyła się sukcesem Niemców. W tym przypadku kapitał, czas i wysiłek, który został zaangażowany, jest zbyt duży, by to się inaczej potoczyło. Gdy przycichnie burza wokół otrucia Nawalnego, projekt będzie kontynuowany – uważa prof. Tomasz Grosse, kierownik zakładu polityk Unii Europejskiej w Instytucie Europeistyki UW, ekspert think tanku Warsaw Institute. – Jedyna realna szansa na jego zatrzymanie to amerykańskie sankcje, ale wydaje mi się, że Amerykanie w najbliższych miesiącach będą zajęci swoimi problemami. Niemcy to zapewne wykorzystają i dokończą budowę rurociągu. Polska będzie się oczywiście musiała zastanowić, czy korzystać z tego połączenia, czy nadal ograniczać dostawy gazu rosyjskiego – dodaje prof. Grosse.

 

Polityka gospodarcza UE w służbie Niemiec?

 

Dr Konrad Popławski, kierownik Zespołu Środkowoeuropejskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich przyznaje, że w UE są równi i równiejsi, co determinuje siła polityczna i ekonomiczna. To przekłada się na działania konkretnych organów UE. – Wpływ Niemiec, jako największego państwa i płatnika na instytucje UE jest znaczący, co potwierdzają w ostatnich czasach liczne nominacje Niemców na ważne stanowiska unijne, zwłaszcza w dyrekcjach generalnych i gabinetach politycznych komisarzy – uważa Popławski. – Nie oznacza to jednak że Niemcy mogą przeforsować wszystko, a raczej że są w stanie zablokować prawie każdy projekt – dodaje.

 

Również prof. Tomasz Grosse podkreśla, że Niemcy mają z całą pewnością olbrzymi wpływ na instytucje unijne, takie jak Komisja Europejska, Parlament Europejski czy Rada UE. – Przejawem tych wpływów niemieckich może być obsada personalna wielu instytucji. Duże znaczenie ma obecna prezydencja niemiecka, bo niemieccy dyplomaci kierują pracami Rady, ale też mają nieformalne wpływy. Dzięki temu Niemcy mają duży wpływ na politykę gospodarczą UE, co widać było we wrześniowym orędziu o stanie UE Ursuli von der Leyen – wskazuje prof. Grosse.

 

Niemiecka polityk w swoim przemówieniu podkreślała, iż Komisja Europejska w najbliższych latach zajmie się przede wszystkim wzmocnieniem elementów składowych Europejskiego Zielonego Ładu i transformacją cyfrową. A tak się składa, że niemiecka gospodarka jest najlepiej przygotowana na Starym Kontynencie, by iść w kierunku ekologii i pełnej cyfryzacji.

 

Również Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute, uważa, że na potrzeby Niemiec tworzone są dziś unijne standardy. – Niemcy tworzą europejskie prawo na modłę wspierania przede wszystkim swoich firm. Widać to szczególnie w sektorze energetyki i chemii. Polska, ale nie tylko, będzie miała z tym w niedalekiej przyszłości duży problem. Przykładem choćby PKN Orlen, który podejmuje próbę transformacji swojego biznesu w dobie tzw. Zielonego Ładu. Niewątpliwie sztab regulacyjny UE będzie konkurencją dla takich podmiotów, jak Orlen – stwierdził Wróblewski podczas panelu „Jeden gracz, wiele możliwości – fuzje i przejęcia PKN ORLEN jako droga do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski” na Forum Wizja Rozwoju w Gdyni. Wedle projektu Komisji Europejskiej „Zielony Ład” niemieckie regiony węglowe otrzymają duże wsparcie finansowe ze strony UE w procesie porzucania wydobycia paliw kopalnych.

 

Gdzie widać wpływy Berlina

 

Gdzie konkretnie już teraz – poza Nord Stream 2 – widać wyraźne wpływy Niemiec w polityce gospodarczej UE? W wielu miejscach. – Komisja Europejska ustąpiła Niemcom w sprawie opłat za autostrady dla obcokrajowców. Według przecieków niemieckiej prasy, Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 2014–2019, zmienił stanowisko KE w tej sprawie o 180 stopni, na korzyść Niemców – wskazuje dr Popławski. – Także wdrożenie pakietu mobilności jest efektem działań niemieckiego lobby wspartego przez Francuzów – dodaje.

 

Prof. Grosse wskazuje z kolei na politykę zagraniczną UE dotyczącą na przykład eksportu i ceł. – Interesy niemieckie są mocno brane pod uwagę w rozmowach handlowych, szczególnie, jeśli dotyczą kluczowych dla RFN branż. Widać to w negocjacjach z Wielką Brytanią czy z Chinami. Niemcom zależy na łagodnym brexicie, bo nie chcą, by gospodarka niemiecka zbyt mocno ucierpiała na wyjściu Wielkiej Brytanii z UE – podkreśla wykładowca UW. – Warto zauważyć, że spory odnośnie ceł, jakie toczą się pomiędzy UE a USA są inspirowane przez Niemców. Tak samo jak regulacje dotyczące rynku cyfrowego UE – dodaje.

 

Prof. Grosse podkreśla też, że siła Niemców w UE jest widoczna także w zakresie polityki finansowej Unii. Pomysły francuskie zmierzające do pogłębienia integracji w ramach strefy euro napotykają zdecydowany opór Niemiec i krajów nordyckich oraz Niderlandów – jest tak od wielu lat. – Ten spór częściowo został rozwiązany uruchomieniem paneuropejskiego Funduszu odbudowy. Niemcy nie chcą euroobligacji i udaje im się ten pomysł torpedować. Idea euroobligacji zakłada mocne finansowanie krajów południa strefy euro, szczególnie Włoch, co bardzo nie podoba się w Berlinie – wskazuje wykładowca UW. Podobnie jest z luzowaniem kryteriów skupu obligacji przez EBC, która to instytucja preferuje ostatnio obligacje włoskie, co nie podoba się przedstawicielom Niemiec.

 

Czy brexit jest proniemiecki?

 

Unię Europejską powoli opuszcza Wielka Brytania. Prof. Grosse przyznaje, że brexit wzmocni relatywnie siłę Niemców. – Bo z UE wychodzi druga największa gospodarka. Ale to oczywiście nie oznacza, że po brexicie Niemcy będą niepodzielnie rządzić. Główną przeciwwagą dla Niemców będzie Francja, która również ma wiele szabel w różnych instytucjach. Niemcom trudno jest narzucać swoją agendę wbrew woli Francji, ale też wielu innych krajów. Przykładem jest to, jak rozwiązywano kryzys migracyjny. Propozycje niemieckie miały trudności realizacji na forum UE – wskazuje prof. Grosse.

 

Dr Popławski uważa, że pozycję Niemców w UE bardziej wzmocnił wybuch kryzysu strefy euro, kiedy wiele krajów stało się zależnych od ich pomocy finansowej. – Brexit zmienia równowagę siły w UE o tyle, że teraz negocjacje w trójkącie zastępują ustalenia niemiecko–francuskie. Tak było w przypadku projektu funduszu UE Nowe Pokolenie. Na pewno na pogłębienie zjawiska dominacji największych państw w UE wpływa także upolitycznienie Komisji Europejskiej, która przestaje być strażniczką traktatów, próbując coraz silniej promować pewną agendę polityczną – wskazuje ekspert OSW.

 

Zdaniem prof. Grosse, brexit nie musi koniecznie oznaczać niemieckiej dominacji, a tym samym jakiegoś nieszczęścia dla Polski. – Wbrew pozorom, my na gospodarkę UE patrzymy w sposób zbliżony do niemieckiego. Naszym atutem jest to, że jesteśmy coraz silniejsi gospodarczo, nie sprawiamy tyle problemów, co południe strefy euro. To powinno skłonić Niemców do patrzenia na Polskę jako na sojusznika, ale na razie oni tego nie robią, bo trwa spór o praworządność. Jednak uważam, że w przyszłości, niezależnie od tego, kto będzie rządził w Polsce, Warszawa będzie ich naturalnym sojusznikiem, z którego głosem i postawą Berlin będzie się musiał liczyć – uważa prof. Tomasz Grosse.

 

Eksperci podkreślają, że Niemcy nie są w UE wszechmocni. – Duże wpływy Niemiec w UE przekładają się przede wszystkim na możliwość blokowania pewnych inicjatyw, ale nie zawsze na kształtowanie pozytywnej agendy. Niemcy nieraz sami ulegają presji w kwestiach unijnych. Powstanie Partnerstwa wschodniego, którego Niemcy początkowo nie były entuzjastami, jest dowodem na to. Podobnie było z nałożeniem sankcji na Rosję za agresję na Ukrainę, Niemcy zmienili swoje stanowisko w tej sprawie pod presją krajów członkowskich Wspólnoty – wskazuje dr Popławski.

 

Piotr Rosik, Gazeta Bankowa

Newsletter