Cyber Polska

Sprawy wagi ciężkiej

 

Co się dzieje w polskiej cyfryzacji? Bardzo dużo. Wystarczy przez miesiąc pochodzić za ministrem Markiem Zagórskim, szefem resortu cyfryzacji, by przekonać się, że właśnie teraz i tu dzieją się rzeczy kluczowe dla naszej przyszłości

 

W temacie cyfryzacji Polski dzieje się naprawdę dużo, a Ministerstwo Cyfryzacji coraz odważniej i w bardzo krótkim czasie podejmuje się rzeczy, które jeszcze kilka lat temu wydawały się niemożliwe. Ministerstwo wzięło byka za rogi w sprawie wdrożeń 5G, zaczęło poważnie zajmować się bezpieczeństwem dzieci w internecie, wdraża znaczące ulepszenia w swojej flagowej aplikacji dla e–obywateli, buduje mosty w strategicznych porozumieniach technologicznych, prowadzi wiele innych ważnych projektów w obszarze nowych technologii, ale co bardzo ważne, przestało dawać się wodzić gigantom z GAFA za nos, zwłaszcza Facebookowi i Google’owi, i – według nadal nieoficjalnych informacji, lecz ze sprawdzonego źródła – zaczęło tworzyć ważną koalicję na szczeblu nawet nie Trójmorza, ale centralnie, w Brukseli, by państwa Europy jednym głosem i murem zaczęły wymuszać poszanowanie tych firm dla lokalnego prawa, by firmy te przestały w końcu traktować państwa w Europie, w tym Polskę, jak petentów w kolejce do okienka. Bo co z tego, że tworzymy nowe prawa w zakresie prywatności, chronimy obywateli i chronimy dzieci przed patologią w internecie, skoro technologiczni giganci tychże praw i zasad nie respektują, a własne regulaminy przekładają ponad prawo kraju, w którym operują? To ma się zmienić. Na razie tylko nieoficjalnie źródła w Ministerstwie Cyfryzacji informują o zaawansowanych rozmowach z Francuzami, ale budowanie europejskiego cyfrowego przymierza właśnie się rozpoczęło i to z polskiej inicjatywy. Oficjalne informacje w tej sprawie mają ukazać się niebawem.

 

Cyfryzacja państwa już bez lagów

 

Sprint na finiszu – tak można określić to, co w ostatnim czasie dzieje się w Ministerstwie Cyfryzacji. Przed wyborami na portalu gov.pl znalazły się wszystkie usługi e–wyborcze, które potrzebne są do zdalnego głosowania – choć jeszcze w tych wyborach nie mogliśmy głosować przez internet. Informację „tutaj możesz użyć już aplikacji mObywatel” dostają już pasażerowie PKP Intercity, ale wkrótce będzie je można dostać na każdej placówce Poczty Polskiej. Profil Zaufany działa, jak również potwierdzanie go w przychodni, e–Recepty w aplikacji mObywatel, to efekt współpracy z Ministerstwem Zdrowia. Sieć hot–spotów, darmowy internet w gminach – projekt realizowany przez Ministerstwo Cyfryzacji – tak, żeby w każdej gminie w Polsce można było skorzystać z darmowego internetu. Rozwija się światłowód; m–legitymacja pojawiła się w szkołach. W szkołach rozwija się także jeden z flagowych, bieżących projektów, jakim jest Ogólnopolska Sieć Edukacyjna (OSE) – potężny projekt, dążący do tego, by każda z 20 tys. szkół w Polsce dysponowała szybkim i bezpiecznym dostępem do sieci. Podczas tegorocznego Kongresu 590 Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) wspólnie z NASK zainaugurowały hackathon (konkurs dla programistów) „Gold Bug Trophy”, którego tematem było bezpieczeństwo młodych użytkowników w sieci i ochrona naszych danych oraz naszego prawa do prywatności. Uczestnikom udało się wypracować w 24 godziny rozwiązania dla tych problemów, czym po raz kolejny udowodniono sprawczą siłę nowej formuły rozwiązywania współczesnych problemów przez hackathony, także tych na szczeblu administracji państwowej.

 

Przed zespołami startującymi w hackatonowym konkursie postawiono dwa zadania od NASK i Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), w ramach tematu cyberbezpieczeństwa Polaków. Uczestnicy do wyboru mieli dwa wyzwania. Pierwsze zadanie, od NASK: stworzenie aplikacji na smartfony, która umożliwi wykorzystanie mechanizmów bezpieczeństwa dostępnych w Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE), ale działające również poza zasięgiem wi–fi OSE. Zadaniem od ARP było wypracowanie wtyczki do przeglądarki internetowej, pozwalającej na dynamiczny monitoring i analizę, jakiego rodzaju informacje i treści o nas, użytkownikach urządzeń i internetu, usiłują gromadzić odwiedzane serwisy – zadaniem wtyczki miało być umożliwienie blokowania zbierania przez te strony danych o nas. Na rozwiązanie tych zadań uczestnicy mieli 24 godziny. I udało się! Nagrodę główną, tj. 30 tys. zł, zwycięskiemu zespołowi „Tylko spokój nas uratuje”. Jeden zespół młodych ludzi rozwiązał oba problemy w jedną dobę! Stworzyli oni aplikację VPN na smartfony dzieci w wieku szkolnym, która ma być jeśli nie niemożliwa, to bardzo trudna do odinstalowania, w której rodzice będą mogli wybrać szereg funkcji i filtrów, które zabezpieczą telefon dziecka, w tym również w zakresie przeglądanych przez niego treści, także poza szkołą i poza szkolnym internetem OSE. Druga aplikacją była wtyczka do przeglądarki, która pozwalała na filtrowanie danych śledzących, które są „wstrzykiwane” w wykonywany przez nas ruch sieciowy na każdej stronie internetowej. Oba projekty mogą mieć ogromny wpływ na nasze cyfrowe życie i realnie rozwiązać te zaadresowane problemy, a w drugim przypadku, projektu ARP, dla firm jak Facebook, czy Google oraz całej branży internetowego marketingu, mogą mieć miliardowe konsekwencje. Czy to może być koniec reklamy internetowej? To zależy, ale też nie może być tak, że nie mamy – a dziś nie mamy – żadnej kontroli nad naszymi danymi osobowymi oraz nad danymi częściowymi, tzw. ciasteczkami (cookies).

 

W dobie, kiedy dane stały się cennym towarem, a nasza aktywność w sieci jest obserwowana i profilowana po to by przewidzieć i wpłynąć na nasze zachowania, możliwość decydowania o sobie nabiera nowego znaczenia. Dane nie znają granic, ale to nie znaczy, że my nie powinniśmy móc decydować, gdzie i kiedy te granice postawić. Jaka powinna być tu rola państwa? W skrócie, by skończyć z Dzikim Zachodem w internecie, nie tylko w kwestii danych, walki z bańkami informacyjnymi tworzonymi przez Facebook i Google, w kwestii ochrony dzieci, czy ochrony przed obcą agenturą wpływu – jak podkreślają specjaliści z NASK PIB: bardzo ostatnio aktywną, zwłaszcza w sprawach bazy wojskowej USA i w kwestiach związanych z 5G – oraz w innych kwestiach cyberbezpieczeństwa, rola państwa powinna być duża.

 

W 5G mamy bardzo dużo do powiedzenia

 

Sieć 5G, nazywana czasem patetycznie „tkanką przyszłości jutra” to po prostu bardzo szybki Internet. Jego jak najszybsze wdrożenie jest też jedynym ratunkiem dla telekomów działających na naszym rynku, ponieważ w Polsce internet zapycha się i bez 5G operatorzy i dostawcy internetu mogą mieć niedługo bardzo poważne kłopoty ze świadczeniem usług. Na ile sama sieć 5G zmieni rzeczywistość? Tego jeszcze nie wiemy, ale wiemy jakie tworzy możliwości. Bardzo szybki transfer danych zmieni nie tylko konsumpcję rozrywki, ale przede wszystkim przyniesie możliwość szybkiego rozwoju gospodarczego dzięki nowym technologiom, choćby poprzez rozwój Sztucznej Inteligencji, tzw. Inteligentnych Miast (ang. smart cities), czy skokowy rozwój branży Internetu Rzeczy. Dzięki innowacyjnym pomysłom Polaków, możliwości w tym zakresie wydają się niemal nieograniczone. Ale konsekwencją idącą równolegle, w parze rozwojem, jest także uzależnianie się od nowych technologii, a wraz nim wynikające z tego zagrożenia. W skrócie, z rozwojem technologicznym idzie rozwój zagrożeń. Podczas rzeszowskiego Kongresu 590 i panelu „5G – przełom technologiczny a rzeczywistość geopolityczna” to właśnie kwestii bezpieczeństwa, w tym cyberzagrożeń w kontekście sieci 5G oraz warunków geopolitycznych dotyczyła znakomita większość dyskusji. Czy sieć 5G wymaga kontroli? Czy jest niebezpieczna?

 

Jak podkreślał minister Zagórski – bardzo. Dlatego tak ważna jest tu rola państwa, by ingerować i pozbyć się mylnego przekonania, że kwestie telekomunikacyjne, zwłaszcza w sieciach ważnych, kluczowych i strategicznych, to tylko domena wolnego rynku. Państwo nie tylko ma prawo, ale i obowiązek zdecydowanie ingerować w kwestii dostawców infrastruktury i sprzętu, i zgodni byli w tej kwestii wszyscy paneliści, tj. Ministerstwo Cyfryzacji, Exatel, Orange oraz niezależny ekspert. Zwłaszcza, że jak zauważył Mariusz Miszewski, specjalista inżynieryjno–techniczny na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej, pełnomocnik zarządu DGT, kto ma dostęp do sieci 5G, to może mieć za chwilę dostęp do np. sieci energetycznej. A jak zauważył minister Zagórski, postępujące automatyzacja i oczujnikowanie np. czołgów może spowodować, że w niedalekiej przyszłości niewiele nam przyjdzie po nowoczesnych czołgach, jeśli z racji luk w cyberbezpieczeństwie (podatności) komponentów uzbrojenia nagle lufy czołgów zostaną skierowane w stronę naszych wojsk.

 

Jak podkreślił jednocześnie minister Zagórski, bezpieczeństwo to nisza, którą możemy, z racji utalentowanych polskich programistów i specjalistów od IT, rozwijać, a pierwszym tego przykładem jest właśnie Exatel.

 

Podczas tego panelu padła jeszcze jedna, ważna konstatacja. Minister Zagórski zwrócił uwagę, że to nie jest tak, ze polskie firmy i Polska nie mają kompetencji w zakresie 5G, ponieważ firmy zagraniczne mają u nas centra badawczo rozwojowe technologii 5G. Słowem, „i co z tego, że nie ma polskich firm, skoro są polscy inżynierowie”.

 

– Chciałbym zwrócić uwagę, że to nie jest tak, że jako Polska zupełnie nie mamy kompetencji w zakresie 5G, bo owszem, nasze firmy nie tworzą 5G, ale w Polsce się tworzy 5G. W Polsce powstaje bardzo dużo, jeżeli nie najwięcej rozwiązań w tej chwili z zakresu 5G, bo Ericsson zarówno produkuje w Polsce urządzenia, ale przede wszystkim działy Badań i Rozwoju (R&D) wszyscy kluczowi producenci mają w Polsce i tam się przygotowuje rozwiązania wdrażane już w tej chwili w zakresie 5G. Mamy tu bardzo dużo do powiedzenia i jak to mówi jeden z dyrektorów jednego z koncernów obecnych w Polsce, mamy komplet – powiedział Marek Zagórski, minister cyfryzacji. – Mamy coś, czego nie ma nikt inny na świecie, bo mamy i oprogramowanie i produkcję sprzętu. Chyba tylko w Korei jest to na podobnym poziomie, a w Unii Europejskiej na pewno mamy w tej technologii absolutną przewagę i zagęszczenie liderów w tym zakresie. Internet Rzeczy, to dla nas bardzo duża szansa, właśnie także dzięki centrom badawczym Ericssona i Nokii, które tu na co dzień pracują i tworzą 5G. To 5G, które teraz testuje Orange w Warszawie jest w dużej części stworzone o rozwiązania wytworzone w Polsce. Nie jest tak źle. Mamy sporo szans. Musimy je wykorzystać – dodał.

 

NCBiR pilotuje kilka polskich startupów, które już teraz byłyby w stanie stworzyć pełnoprawne modemy i anteny 5G. Bardzo liczą na to rzeszowscy paneliści, choć moje doświadczenie w biznesie podpowiada mi jednak, że skalowanie biznesu nigdy nie jest prostą sprawą. Sondując kuluarowe nastroje, bardziej prawdopodobne wydaje się, że w kolejce po polskie 5G stoi obecnie Ericsson jako faworyt, Samsung jako opcja zapasowa. Są jeszcze Chińczycy z Huawei.

 

Aukcja rozpocznie się na początku roku. Zgodnie z planem, celem jest by udostępnić częstotliwości operatorom telekomunikacyjnym w połowie przyszłego roku. Zobowiązania jakie zostaną na nich nałożone to min. uruchomienie przynajmniej w jednym mieście do końca 2020 r. sieci 5G. Zdaniem ministra Zagórskiego, dalszy plan jest jak najbardziej realny i 5G ma być możliwe wcześniej niż w 2025 r. Operatorzy , którzy rozpoczną inwestycje na częstotliwości, będą chcieli mieć jak największą liczbę odbiorców swoich usług. Testy 5G prowadzone w Warszawie obejmują już całkiem spory obszar.

 

To tylko najważniejsze projekty. Jak widać dużo się dzieje w Ministerstwie Cyfryzacji. Budujące jest, że z pasywnego wcześniej resortu zrodził się poważny gracz.

 

Maksymilian Wysocki, Gazeta Bankowa

Newsletter